Oddziałowe Andrzejki w schronisku Roztoka

Justyny lanie wosku

andrzejkowe lanie wosku

W sobotni poranek, około godziny 10, spotkałem się z Anią, Marylką i Basią pod ich domami i wzięliśmy kurs na Zakopane. Po drodze, w Myślenicach, dobraliśmy jeszcze Michała i w ten sposób udało się nam zapełnić całkowicie samochód, wioząc przy okazji dwie paczki „Pamiętników” z myślą o rozdystrybuowaniu ich po zakopiańskich księgarniach i w TPN-ie.

Po dojechaniu do Zakopanego i zostawieniu tam znacznej części tomów ruszyliśmy ku Łysej Polanie i Palenicy Białczańskiej, gdzie zostawiliśmy auto. Dalej poszliśmy już z plecakami na piechotę, w stronę Roztoki. Uroku dodawała cisza ale w obliczu narastającego mroku przydatne były latarki. Do schroniska dotarliśmy kilka minut po 16, zastając tam już część naszej grupy.

Po rozlokowaniu się w pokojach zaczęło się wyciąganie wiktuałów, co z kolei było – pospołu z muzyką gitarową – zalążkiem zabawy andrzejkowej. Był w końcu 30 listopada, za kilka godzin miał nastać grudzień! Zaśpiewaliśmy szereg piosenek, tak tych z repertuaru zespołów lat 90-tych XX w, jak i starszych, które znały moje współpasażerki: Basia, Marylka i Ania.

Wreszcie przyszedł czas na lanie wosku i wróżby z nim związane. Marylka przyniosła przesympatycznych kształtów rondelek kapitalnie nadający się do grzania w nim pewnej ilości wosku/stearyny, każdy sobie zrobił wróżbę (laną prawą ręką przez trzymany lewą ręką klucz, nad garnkiem chłodnej wody powodującej szybkie zastyganie wosku a pozostali pomagali (Paweł Kozyra świecił czołówką a reszta przywoływała skojarzenia).

Warto też przywołać świetne zdolności parodystyczne Nikodema oraz mocne (także muzycznie) wejście do schroniska Pawła Rumiana – ożywiło to atmosferę i dodało ducha pozostałym. W ruch poszła symboliczna ilość alkoholu a bufet serwował piweńko. Ogólnie, obsługa schroniska była nader uprzejma i usłużna, nie próżnował też palacz (czy może automatyczny system grzewczy) dzięki czemu mogliśmy chodzić w koszulach po sali. Pokoje przytulne, pościel świeża i czysta.

Na drugi dzień niektórzy wzięli udział we mszy św., by następnie albo się położyć, albo pojechać do Morskiego Oka bryczką lub „autonogami”. Byli tez i tacy, którzy za cel obrali Szpiglasową Przełęcz (Marzena i Paweł), Dolinę Pięciu Stawów (Robert, Nikodem, Justyna, Renata z Oświęcimia) bądź zdobyli Rusinową Polanę (Ania i Bożena z Oświęcimia), a nawet Nosal (Michał). Wczesnym popołudniem schronisko opustoszało gdyż wszyscy spieszyli się na komunikację publiczną lub przynajmniej samochód aby zdążyć dojechać do domu w niedzielę wieczorem.

Nikodem przywołał pytanie, czy te posiady mogłaby być wciągnięte do ewidencji wyjazdów jako spotkanie nad Morskim Okiem? Przyznam, się, że nie byłem na wcześniejszych tego typu wyprawach i bardzo by mi pochlebiało móc mienić się organizatorem jednego z nich – ale sprawę pozostawiam pod osąd pozostałych uczestników.

Miło było Was wszystkich tam widzieć, było nas równo 20 osób i mam nadzieję że spotkamy się jeszcze na Traugutta na prelekcji Szymka Barona 10 grudnia oraz na obchodach 90-lecia Oddziału Krakowskiego PTT tydzień potem, 17 grudnia. Będzie to ostatnie w tym roku spotkanie oddziału. Zapraszamy gorąco. Jeśli któreś z Was ma znajomych mogących zaprezentować jakąś prelekcję (z podróży, niekoniecznie tylko po górach, niekoniecznie z muzyką a bardziej z ciekawą narracją) – czekamy na zgłoszenia. Wszystkich natomiast zachęcamy do informowania koleżanek i kolegów o istnieniu naszych prelekcji i wycieczek i osobistego w nich uczestniczenia.

Do zobaczenia!

 

Doktorek