Zima na Rysiance – o tym, jak Koło Oświęcim przecierało szlak – 5.01.2019

W drodze na Rysiankę

Sypnęło śniegiem w górach potężnie, a warunki dla pieszej turystyki w niektórych częściach Beskidu Żywieckiego stały się bardzo trudne, o czym mieliśmy okazję przekonać się w wigilię Święta Trzech Króli. Było nas dziewięcioro, w tym jeden miłośnik skiturów i w tej grupie tkwiła nasza siła, bo pojedynczy piechur szybko by zrezygnował.

Startując z Żabnicy zielonym szlakiem podjęliśmy próbę dotarcia na Trzy Kopce przez Rysiankę. Szlak jednak był nieprzetarty. Początkowo zima na naszej trasie pokazała się z łagodnej strony – bezwietrznie, lekki mróz, śnieżne dekoracje na drzewach, świeży puch, w którym można baraszkować z dziecięcą radością. Jednak w miarę wzrostu wysokości, z pół metra śniegu zrobiło się półtora, a z nieba wciąż nieustannie spadały białe płatki.

Wojownicy w natarciu

Podążaliśmy za Bogdanem, który cienką linią skiturów wyznaczał kierunek podejścia, ale podczas, gdy jego narty sunęły kilkanaście centymetrów pod powierzchnią śniegu, to nasze nogi chciały być zdecydowanie bliżej ziemi. Na przodzie walczyli trzej śnieżni wojownicy: Radek, Witek i Jacek, dla których brnięcie w głębokim śniegu to czysta przyjemność. Zmieniali się na prowadzeniu, prezentując różne techniki odśnieżania, wykorzystywane przez sprzęt ciężki: pługi, ratraki i czołgi.:) Rozgarniali śnieg rękami, taranowali go całym ciałem, pełzali na czworakach. Wykazali się prawdziwą determinacją w drążeniu tuneli śnieżnych, forsowaniu przeszkód w postaci powalonych drzew ukrytych pod śniegiem, przeciskali się uparcie przez zaspę (w tym miejscu średnia prędkość wyniosła 1 metr/minutę), szukając dogodnego przejścia próbowali wspiąć się po stromym stoku, zanurzając się w śniegu po szyję. Po prostu Yeti! Podążający za nimi mieli znacznie lżej, co nie znaczy łatwo, bo zapadanie się po kolana było normą, a często po uda lub wyżej położone części ciała.

Pochylone wysokie świerki niepokojąco trzeszczały

Na wysokości około 1000 m n.p.m. pojawiła się nutka niepokoju, bo na naszych oczach pod obciążeniem śniegu zaczęły się .łamać konary drzew, a niektóre niepokojąco trzeszczały. Po czterech godzinach walki z rosnącą ilością śniegu wiedzieliśmy, że z Trzema Królami na pewno nie spotkamy się na Trzech Kopcach, a sukcesem będzie dotarcie do schroniska na Rysiance. Po kolejnej godzinie, gdy dotarliśmy pod szczyt Rysianki (mniej więcej na wysokości schroniska, lecz od północno – zachodniej strony), pochyliliśmy się z pokorą wobec natury i biorąc pod uwagę, że dzień jest krótki, zdecydowaliśmy o odwrocie po własnych śladach, które już zresztą zaczął zasypywać śnieg. Tylko śnieżni wojownicy podeszli nieco bliżej schroniska, a nasz skiturowiec zdążył nawet ogrzać się w jego wnętrzu.

Zejście było znacznie szybsze (krótki filmik pod galerią zdjęć), choć niejedna noga ugrzęzła czasem głęboko, nie pozwalając się wyciągnąć. Przed godz. 16 dotarliśmy do samochodów, pomagając następnie kierowcom wydostać auta z zasypanego parkingu. Tylko rozległych przestrzeni zima w górach nie była łaskawa nam pokazać, ale dostarczyła wiele doświadczenia, dawkę emocji i trochę kondycji fizycznej. No i umocniła przyjaźnie, a to już wartość bezcenna.

M.D.